Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lit. polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lit. polska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 października 2015

"Antologia polskiego reportażu XX wieku"

Nie ukrywam, że to ważna data w moim czytelniczym życiu. Oba tomy towarzyszyły mi przez długie miesiące a od dziś będą leżały obok siebie na honorowym miejscu. A co najważniejsze - niedługo pojawi się obok nich trzecia część antologii, na którą już czekam.
Bardzo dużo dało mi to doświadczenie. Reportaż poznawałam jako dziecko czytając o podróżach Arkadego Fiedlera, później przyszła fascynacja Kapuścińskim, dzięki której coraz częściej wybierałam literaturę faktu. Robiłam to raczej wyrywkowo, podczytując nowości polecane w radio i na innych blogach. Antologia pokazała mi, jak szeroki wybór daje polski reportaż. Nakierowała mnie na kilka nazwisk i tematów, na które inaczej nie zwróciłabym uwagi. I chociaż beletrystyka nadal zajmuje pierwsze miejsce na mojej liście to nie jest ono już aż tak pewne.
Już będąc w trakcie czytania Antologii znacznie wzrosło moje zainteresowanie reportażem i coraz więcej ich pojawia się na moich półkach i czytniku. Wynotowanych mam kilka pozycji, które będę próbowała w najbliższym czasie zdobyć i przeczytać.
Od przeczytania pierwszego tomu minęło już kilka miesięcy, ale z drugim jestem na świeżo i dokładnie wiem, czego szukać :)
Moje ulubione pozycje z listy to na pewno Andrzej Mularczyk, Wiesław Łuka (historia zbrodni połanieckiej mrozi mi krew do dziś), Antoni Słonimski, Ksawery Pruszyński, Zbigniew Święch, Wojciech Jagielski i wielu, wielu innych.
Całość ma bardzo konkretną formułę, która niesamowicie poszerza wiedzę o reportażu i autorach oraz zachęca do poszukiwania i czytania innych pozycji. Podsumowując - 100/XX to genialny sposób na propagowanie reportażu, nie tylko polskiego.
A Wam jak się czytało Antologię? Wygodnie z nią w łóżku?



sobota, 23 listopada 2013

"Madame" Antoni Libera

Po serii książek Martina potrzebna mi była zdecydowana odmiana, coś bardziej 'ludzkiego', bliższego mi. Wybór padł na książkę, całkowicie inną od wszystkiego, z czym ostatnio miałam do czyniania. "Madame" wydała mi się pasować do długich, jesiennych wieczorów. I nie myliłam się - i chociaż w większości przeczytałam ją podczas codziennej podróży do pracy, zamiast jak to sobie planowalam w domowym zaciszu, przy kubku gorącej herbaty, to była strzałem w dziesiątkę.

Dawno nie przeczytałam tak dobrej powieści. Dzięki niej wróciłam do dawno już minionych czasów, spędzonych z książkami Siesickiej i Musierowicz, a na moich policzkach pojawiły się 'nastoletne' wypieki. Zupełnie jakbym znowu w tajemnicy przed rodzicami czytała nocami przy nikłym świetle latarki.

Niespotykany już dziś bogaty, niemalże kwiecisty język i zwyczajna-niezwyczajna historia opowiedziana przez głównego bohatera zawładnęły mną bez reszty. Nadal, razem z bohaterem, pozostaję pod urokiem tajemniczej Madame - o której do końca nie dane było czytelnikowi dowiedzieć się zbyt wiele.
Porywająca historia uczniowskiej miłości, nieprzenikniona postać Madame, wyszukane zabiegi mające na celu zbliżenie się do niej, a w tle Polska, ukazana w okresie, o którym wielu wolałoby zapomnieć - nie da się jej opowiedzieć - trzeba ją po prostu przeczytać, aby poczuć jej niepowtarzalną atmosferę.

wtorek, 15 stycznia 2013

"Miłość wyczytana z nut" A. Tyl

"Miłość wyczytana z nut" trafiła do mnie dzięki włóczykijce. Czkała jakiś czas, aż po nią sięgnę, ale jak już zaczęłam to już nie było odwrotu. To książka, którą trudno odłożyć - i ja jej nie odłożyłam. Przeczytałam praktycznie za jednym razem.
Jest to piękna i romantyczna historia młodej kobiety, która dokonuje w swoim życiu najważniejszych wyborów. I my jej przy tym towarzyszymy.Czy jej decyzje będą właściwe? - tego nie mogę zdradzić, już wydawca na okładce szczodrze obdarza nas informacjami (najlepiej wcale tam nie zaglądać, żeby nie psuć sobie czytania).
Z "Miłością..." można miło spędzić po południe - bez wysiłku, za to z przyjemnością zatapiając się w lekturę, która przypomina, że z prawdziwą miłością nie da się walczyć, bo ona zawsze zwycięży. Rozum może podpowiadać swoje, ale serca nie da się oszukać.
Może niekiedy historia ta jest zbyt różowa, wszystko nienaturalnie się układa, a i dialogi bywają miejscami sztuczna, to mimo to po przeczytaniu jej pozostały mi miłe wspomnienia.

wtorek, 2 października 2012

"Australia. Gdzie kwiaty rodzą się z ognia" Marek Tomalik

Wraz z końcem lata trafiła do mnie niespodziewana "Włóczykijka". Tym razem okazała się być biletem w odległą podróż do samej Australii - na Ziemi dalej się już nie da.
Autor jest  niestrudzonym podróżnikiem, szukającym coraz to nowych wrażeń, a sama książka niezgłębionym i zaskakującym źródłem wiedzy o kraju, jego historii, mieszkających w nim ludziach i ich życiu. Bez tej książki nigdy nie dowiedziałabym się że bumerang wcale nie został wynaleziony w Australii. Czym żywić się w odludnym buszu, gdzie szukać wody na pustyni, jak znaleźć największy na świecie opal, czy jak zdjąć z felgi zapieczoną oponę - to tylko niektóre z przepisów, które poznałam czytając "Australię". Ten najbardziej odległy nam kontynent dzięki opowieściom autora okazał się być zaczarowanym miejscem o przebogatej historii i kulturze, poprzecinanym tajemniczymi "ścieżkami snu", na które naprawdę warto czasami wkroczyć.

Od kilku książek obserwuję u siebie małą niechęć do powieści, dlatego teraz wybieram się w kolejną podróż - tym razem legendarną drogą 66, tam na pewno też wiele mnie zaskoczy.


poniedziałek, 30 lipca 2012

Letnie czytanie

Coraz mniej znajduję czasu na blogi - czytanie stawiam na pierwszym miejscu - dlatego tak mało tu wpisów. Energi starcza tylko na prowadzenie listy przeczytanych książek i odświeżenia na Lubimyczytac.pl. A chciałoby się więcej.
Z przeczytanych ostatnio książek największe wrażenie zrobiły na mnie "Lalki w ogniu" Pauliny Wilk. Codzienny rytm dni miło było urozmaicić kolorową i pachnącą wycieczką do Indii. Idąc tą drogą wybieram się teraz z Dorotą Warakomską "Drogą 66".
Upały i praca pozwalają mi przeważnie na lekkie powieści ("Sto dni po ślubie" czy "Dziecioodporna") i komedie romantyczne ("Pożyczony narzeczony", "Trzy metry nad niebem"). A dla ochłody - mroźna Rosja i "Anna Karenina", której drugi tom mam już pod poduszką.

W romantyczny nastrój miał mnie wprowadzać też Wiśniewski, którego zbiór opowiadań pt. "Łóżko" trafił do mnie za sprawą 'Włóczykijki'. Okazało się jednak, że jego pisanie nie jest już w stanie wzbudzić we mnie takich emocji, jakie wzbudziła "Samotność w sieci". Nie moja bajka, nie moja wrażliwość. Mam wrażenie, że wykorzystuje on tanie chwyty, żeby skusić do siebie czytelniczki, zagrać na ich uczuciach. A pozostawia po sobie niewiele. Szkoda

Z braku czasu stosik na półce zamiast maleć ciągle rośnie - jednak szybciej się kupuje niż czyta. Może na następną lekturę uda mi się wybrać książkę, która poprawi mi nastrój po powrocie z tygodniowego urlopu w górach?


poniedziałek, 6 lutego 2012

Mroźnie

Ostatnie mroźne wieczory i weekendy staram się spędzać książkowo. Różnie to wychodzi, ale coś tam udało mi się przeczytać:

"Koniec gry" to całkiem ciekawa pozycja literatury młodzieżowej. Dojrzewanie płciowe, to temat o którym mówi się rzadko, a jak już się mówi, to nie do końca wiadomo jak. Autorka tej książki znalazła swój sposób. Książka upraszcza niektóre problemy, radykalizuje poglądy, ale nie przekracza żadnej granicy i nie znalazłam tu żadnego zakłamania, czy przemyślenia. Jak powstaje nasza seksualność, skąd wiemy, co nas pociąga? Niełatwo odpowiedzieć na te pytania, nie łatwo też je zadać. Książka godna polecenia
A teraz jeszcze moje najnowsze odkrycie - Lem. Mgliście wspominam spotkanie z nim w podstawówce, kiedy na siłę przeczytałam jedną z "Bajek robotów". 'Elektrycerze' - tylko to słowo kołatało mi w głowie. Teraz przekonałam się, że świat "Bajek robotów" ma o wiele więcej do zaoferowania. Najważniejsze dla mnie jest genialne granie słowami, wykręcanie, przestawianie i mieszanie - majstersztyk. Połączenie dwóch tak odległych dziedzin, jakimi są astronomia i baśń. Chyba tylko jemu mogło się to udać. Chylę czoła!
"Połączyli się więc sprzężeniem małżeńskim, które jest trwałe i zwrotne, jednym na radość, innym na biedę i skon; i panowali długo i szczęśliwie, doprogramowawszy się niezliczonego potomstwa."

niedziela, 22 stycznia 2012

"Mroczny kontynent Afryka" W.Olszewski

   Afryka fascynowała mnie chyba od zawsze - to "zawsze" zaczęło się od przeczytania "W pustyni i w puszczy" Sienkiewicza. Później odwiedziłam ją razem z "Faraonem" Prusa, z reportażami Kapuścińskiego, z Tochmanem, a teraz z Olszewskim. Po drodze była jeszcze "Biała masajka", "Miłość lwicy" i piękny film "Wierny ogrodnik". Jaka jest Afryka - biedna, czarna, fascynująca kulturowo, zmienna, niebezpieczna... Każdy widzi w niej to, co chce widzieć. Olszewski pokazuje ją niezwykle realistycznie,  a przy tym również krytycznie. Jego opis afrykańskich realiów wydaje się być bardzo bliski rzeczywistości. Piszę "wydaje się", bo nie jestem w stanie tego do końca zweryfikować. Ale jedno jest pewne - autor nie boi się tu mówić, o problemach trudnych, które często zamiatane są pod dywan, albo zgrabnie omijane.
   "Mroczny kontynent" to dziwne połączenie przewodnika turystycznego, pełnego praktycznych porad o tym, gdzie jeść, nocować, jak załatwiać formalności z powieścią historyczną, w wyczerpujący, często zabawny, sposób opisującą historię poszczególnych krajów z uwzględnieniem niechlubnej historii wyzysku Afryki przez Europejczyków. Autorowi zdarza się w prawdzie w dziwny sposób zmieniać temat, skacząc z jednego na drugi, co trochę mi przy czytaniu przeszkadzało. Mimo to dla mnie "Mroczny kontynent" to przebogata skarbnica wiedzy o Afryce, którą serdecznie polecam.


niedziela, 8 stycznia 2012

Noworocznie


Bardzo dawno mnie tu nie było. Chyba za dużo nałożyłam na siebie obowiązków, ponieważ poza nimi mało czasu udaje mi się wykraść na książki. A jeśli już go znajduję to raczej na czytanie niż na pisanie tutaj.Chętniej sięgam też po tzw. lżejsze tytuły, przy których odpoczywam. A szkoda...
"Traktat o łuskaniu fasoli" Myśliwskiego zajął mi sporo czasu i kosztował wiele wysiłku.Ale było warto. Myśliwski po raz kolejny mnie nie zwiódł. Przysporzył przy tym wielu tematów do rozmyślań.Narrator opowiadając o swoim bogatym w wydarzenia życiu porusza wiele kwestii leżących u podstaw naszego istnienia. Snując swoją opowieść, pokazuje jak bystre jest jego oko i jak wiele można zaobserwować po prostu przystając na chwilę i rozglądając się dookoła.
"Póki rekin śpi" to kolejna powieść o różnorodności ludzkich charakterów. Czytało się ją szybko i lekko, ale szczerze mówiąc niewiele mi z niej pozostało. Swoją drogą, próbowaliście pisać kiedyś o wrażeniach z książki, którą przeczytaliście przed kilkoma tygodniami? Dla mnie taka próba czasu okazała się najlepszym sprawdzianem. Wrażanie jakie wywarł na mnie "Traktat..." okazało się być o wiele bardziej trwałe. "Póki rekin..." oceniałam na świeżo dosyć pozytywnie, jednak teraz nie jestem nawet w stanie powiedzieć, dlaczego. Ciekawe jak wyglądałyby opinie o książkach przeczytanych dawno temu, czym różniły by się od tych napisanych na bieżąco?
Oby w Nowym Roku zdarzyło mi się więcej książek, które pamiętać będę długo, i które pozytywnie na mnie wpłyną. Życzę tego nie tylko sobie, ale również Wam.

czwartek, 1 września 2011

"Pałac" Wiesław Myśliwski

   Moje trzecie spotkanie z autorem. Na pewno nie ostatnie, ale jak dotąd najmniej przyjemne. "Pałac" przeczytałam do końca na siłę. Podczas gdy czytając poprzednie powieści Myśliwskiego żyłam opisanymi w nich wydarzeniami, wczuwałam się w postacie bohaterów, tym razem nie miałam pojęcia o co chodzi. Dopóki narratorem jest Jakub, parobek, który sam pozostał w pałacu po tym jak opuścili go właściciele, miałam do czynienia z tym Myśliwskim, którego lubię i cenię. Wycieczka wieśniaka po dworskich pokojach ma bardzo symboliczne znaczenie. Dalej się już zgubiłam, chyba razem z bohaterem. Monotonny strumień świadomości kolejnych, bliżej niezidentyfikowanych przeze mnie postaci, do tego na bardzo dziwne tematy. Absurdalne, czasami mrożące krew w żyłach historie, z których dla mnie nic nie wynika.  Być może książka ta byłaby gratką dla fanów psychologii, niestety ja do takich się nie zaliczam.
   Plusem powieści jest nietypowy obraz społeczeństwa z czasów początki wojny. Wyraźnie zaznaczone różnice między klasami społecznymi z krytyką "jaśnie panów". I z plusów dla mnie to byłoby tyle. Nad resztą zawieszę kotarę milczenia.
   Z Myśliwskim się nie żegnam - wciąż czeka na półce "Traktat o łuskaniu fasoli", ale najpierw muszę chwilę od niego odpocząć.

piątek, 26 sierpnia 2011

"Nagi sad" Wiesław Myśliwski

   Kolejna po "Kamieniu na kamień" książka tego autora, którą przeczytałam. Na pewno nie ostatnia.. W jego prozie jest coś prostego, naturalnego a zarazem głębokiego, że chce się go czytać bez przerwy. Bez zbędnych ozdobników, tym razem nawet bez dialogów. W "Nagim sadzie" panuje totalny minimalizm. Stosunek ojca do syna zostaje pokazany w najprostszy sposób poprzez gesty i czyny. Okazuje się, że bez słów można wyrazić o wiele więcej, a milcząc można zbudować prawdziwie głęboką więź między dwoma osobami.
"Bo samo życie bez wyrozumienia niczym jeszcze nie jest, potrzebuje choćby czyjejś pamięci, czyjegoś świadectwa, a niekiedy i tej przyjaznej łatwowierności, która je obłaskawia, niejednego przymknięcia oczy, wybaczeń, bo jak mu się zaufa, takie i jest, i ciepła niemało, a przede wszystkim dobrego słowa, pocieszającego słowa, słowa nawet i złudnego, a nie tylko przygany."
   Wobec takiego utworu trudno jest cokolwiek napisać, najlepiej rozważyć w ciszy zawarte w nim mądrości. Do czego szczerze zachęcam.
"Niektórzy mówią o książkach jako o zaczarowanym świecie, o tym, ile zawdzięczają książkom w swoim życiu, wspominają, jak to je czytali po kryjomu. nieraz nie przy świetle, lecz przy księżycu, nie przy stole, lecz w listowiu, ale ja tam mozoliłem się nad nimi dzień w dzień, świątek, piątek i niczego dobrego nie znalazłem prócz zwątpień."

środa, 10 sierpnia 2011

"Strażnik marzeń" M. Surmacz

   Kolejne tego lata spotkanie z "Włóczykijką" i polskimi autorami. Tym razem dostałam do przeczytania debiutancką książkę Mariusza Surmacza "Strażnik czasu". Głównym bohaterem jest Max, który z miłości zostawia swoją ukochaną i wyrusza  na swoim motorze w drogę szukając ukojenia. Po drodze dzieje się wiele, Max spotyka wiele ciekawych osób, poznaje historie ich życia. Szuka zapomnienia w alkoholu, przygodnym seksie, szybkiej jeździe. Mimo to, obraz ukochanej jest z nim wszędzie, cokolwiek by nie zrobił, zawsze ma przed oczami jej twarz, co skłania go do wspomnień i marzeń.
   Jest to naprawdę ciekawa historia, jednak sposób jej przedstawienia nie do końca do mnie przemawiał. Intrygowało mnie, jak mężczyzna będzie pisał o miłości, rozstaniu czy seksie. Niestety już po kilku stronach czułam rozczarowanie. Tkliwy sposób mówienia o uczuciach, sztywny, nienaturalny język i nieprawdopodobne zbieg okoliczności - spodziewałam się czegoś więcej. Szkoda. W zupełności zgadzam się z opiniami, w których "Strażnika..." porównuje się do tanich romansów - ja oceniłam tę książkę na podobnym poziomie.
   Cieszę się, że ta książka już za mną i bardzo jestem ciekawa, co nowego przyniesie mi "Włóczykijka".

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

"Ludzie błądzą, kiedy nie słuchają serca"

   "Rio Anaconda" Wojciecha Cejrowskiego to książka, którą odkładałam specjalnie na wakacje. Do końca dama nie wiem dlaczego. Spodziewałam się, że mi się spodoba - a przyjemności lubię sobie dawkować. Nie pomyliłam się. Dosłownie połknęłam te 400 stron w kilka godzin. Czytanie książek tej serii to dla mnie ogromna przyjemność, ponieważ nie tylko treść tu zachwyca. Piękne zdjęcia, nawet piękny papier.
   Cejrowski znowu zabiera nas ze sobą w niebezpieczną podróż do krainy Dzikich, zdradza nam ich najgłębsze sekrety, przedstawia ich życie codzienne, sposób postrzegania świata. A to wszystko z szacunku do ich wieloletniej tradycji i w trosce o pamięć o odchodzących plemionach. Jego Opowieść jest jednocześnie i piękna i smutna. Od początku do końca zdajemy sobie sprawę, że takich plemion nie pozostało już wiele, a ich czas jest policzony. Najsmutniejsze jest to, że największym zagrożeniem dla nich jesteśmy my, cywilizacja jaką ze sobą niesiemy i brak wiedzy o Nich.
    Jako żądnemu wrażeń czytelnikowi podobały mi się oczywiście fragmenty o przedzieraniu się przez śmiertelnie niebezpieczną dżunglę oraz opisy groźnych roślin i zwierząt. Sporą część książki stanowią tym razem rozmowy z szamanami, których Cejrowski spotkał na swojej drodze. Te dialogi mają swoje plusy i minusy - są dosyć długie i czasami wydawały mi się nudnawe, z drugiej jednak są sposobem na przemycenie czytelnikowi wiedzy i tradycji oraz... tajemnic sprytnych sztuczek, jakie stosują szamani.
"Nieodwracalne należy do Boga. Nam nie wolno tego robić. Możesz zabrać, jeśli umiesz dać. Możesz zabić, jeśli umiesz począć. Nie wolno zniszczyć, jeśli nie umiesz stworzyć. Tak mówi Pachamama."
   Mi książka bardzo się podobała i już wiem, że będę czytała wszystkie książki Cejrowskiego, jakie wpadną mi w ręce. Wiem jednak, że są osoby, którym nie odpowiada jego czasami "pyszałkowato-przechwałkowaty" styl i się im nie dziwię. Jedno jest pewne, wobec jego osoby nie można być obojętnym - albo się go uwielbia (jak ja) albo się go omija szerokim łukiem.

środa, 20 lipca 2011

"Łąka umarłych" Marcin Pilis

   Ta książka to mój debiut we "Włóczykijce", bardzo udany, powiem we wstępie. Wprawdzie akcja ma teraz mały wakacyjny przestój, jednak nie mogłam już dłużej zwlekać i przeczytałam "Łąkę...", a teraz chciałabym się na gorąco podzielić wrażeniami. Uprzedzam, że nie jestem w stanie sensownie uporządkować przemyśleń dotyczących tej książki, nie wiem, czy czas by mi w tym pomógł.
   Autor porusza bardzo ważny problem w historii Polski i Niemiec, o którym się nie mówi, ponieważ jest szokując, ponieważ budzi kontrowersje, ponieważ wielu ludziom jest nie na rękę mówić o tym głośno. Chodzi o kwestię winy za zbrodnie wojenne, odpowiedzialności za śmierć wielu niewinnych osób a wreszcie o antysemityzm Polaków.
"Że w głębi noszę tę winę, bo mogłem zrobić więcej? Tak, mogłem, ale i nie mogłem jednocześnie. Jakieś przekleństwo wisi nad naszą wolą czynienia, coś uwłaczającego dumnej nazwie człowieczeństwa, z takim poważaniem przytaczaną na określenie najszlachetniejszego gatunku całego stworzenia. Bo skoro nie ma w nas autentycznego porywu, a za porywem ducha nie podąża realny czyn w najczystszej postaci, cóż za człowieczeństwo, ta mistyczna materia ludzkiego rodzaju, z której tkamy obraz samych siebie, tkwi we mnie? Co to takiego?"
   Czytając "Łąkę umarłych" śledzimy historię Wielkich Lip, małej, zapomnianej wioski, położonej w bliżej nie wyjaśnionym zakątku Polski, na przestrzeni całego XX-tego wieku. Widzimy ją oczami różnych osób, co daje nam możliwość poznać ją z różnych perspektyw i dostrzec wielowymiarowość problemu. Z jednej strony są to Polacy, którzy byli świadkami wydarzeń, z drugiej natomiast niemiecki oficer, który był sprawcą. Czytelnik odkrywa głęboką tajemnicę, kryjącą się w Wielkich Lipach, razem z młodym studentem Andrzejem, który nieświadomy wielu spraw wybiera się do opuszczonej wioski na ferie. Czy uda mu się odpocząć? Jaką tajemnicę kryją mieszkańcy wsi?
   Temat został podjęty bardzo odważnie, bez zakłamań.Potrzebne są takie książki, żeby otwarcie zacząć myśleć i mówić o tych problemach. Mi bardzo spodobało się zakończenie książki, z jednej strony jest smutne, ponieważ pokazuje, że dopiero kolejne pokolenia mogą wyjaśnić kwestie z przeszłości, z drugiej strony okazuje się, że da się pogodzić z przeszłością. Książka ma zatem dla mnie pozytywną wymowę i bardzo się cieszę, że ją przeczytałam.
 

niedziela, 5 czerwca 2011

"Piaskowa Góra" Joanna Bator

   Długo czekałam w bibliotecznej kolejce po tę książkę, ale warto było. Jedno zdanie i wiadomo jaka będzie moja opinia, ale... nie od początku tak było.
   Trudno było czytając przyzwyczaić się to zawrotnego tempa narracji, brak wyróżnionych w tekście dialogów i ciągłe opowiadanie - jak bieg "z górki na pazurki" przerywany karkołomnymi ewolucjami w postaci językowych "fikołków". Mnóstwo drugoplanowych postaci, niezliczone ilości wydarzeń - dla wielu jest to góra nie do przekopania i nie do przetrawienia. Ja znalazłam w tej książce kawałek siebie, kawałek swojego życia i pewnie dlatego pozytywnie ją oceniam.
   Fabuły streścić nie sposób, gdybym ja ją opowiadała zajęło by to znacznie więcej czasu niż przeczytanie książki. W skrócie można powiedzieć, że jest to opowieść o polskiej rodzinie, jakich wiele. Z pokolenia na pokolenie zmieniają się priorytety, jednak niezmienne pozostaje jedno - niespełnione marzenia i żal.
"Jadzia ceniła tylko to, czego nigdy nie miała, bo jeśli coś już się jej dostało, nie mogło być przecież wiele warte. A potem znowu codzienność i kurz i zakochanie też za tobą już, nuciła, rozkoszując się uczuciem smutku szczypiącego jak octowa podmywka."
   Całość to groteskowy i często zabawny, ale gdzieś w głębi smutny obraz Polski i Polaków z końca XX. wieku, nie omijający kwestii politycznych i społecznych. Bo jak tu nie śmiać się z kobiet czeszących moher na swoich beretach, czy strojących się na spotkanie Isaury, ale...
   Tego nie da się opisać, ale na prawdę dobrze było przeczytać, żeby spojrzeć na świat z tarasu Piaskowej Góry. Na pewno przeczytam też "Chmurdalię" bo czuję, jakby Jadzia i Dominika gdzieś czekały, żeby opowiedzieć mi swoje dalsze losy.
"Jaki ciąg zbiegów okoliczności i objawień, przypadków i konieczności złożył się na jej, Dominiki Chmury, bycie tu, na Piaskowej Górze? Jakiego drzewa jest gałązką? Czy wsród prababek i praciotek był ktoś, w kim jej dziwność po raz pierwszy wykiełkowała i wyrosła tak, że mogłaby pokazać linię, niechby kręta była, porwana, i pokazać - to zaczęło się wtedy i wtedy. Stąd pochodzę, oto mój początek, mój ród."

środa, 1 czerwca 2011

"Wbrew naturze" Antologia opowiadań

   Kolejny zbiór opowiadań od Wydawnictwa Amea, tym razem wiodącym jest starość. Opowiadania są tym bardziej różnorodne, że każde ma innego autora. Dzięki temu poznajemy różnych pisarzy, a w związku z tym przeróżne wyobrażenia starości. Wszystkim im wspólna jest jedna prawda: czas mija dla wszystkich, a młodości nie da się zatrzymać, choćby nie wiem jak się chciało. Pokazują one też bardzo smutny fakt, że obecnie starości się nie szanuje. Nie kojarzymy jej z mądrością ani doświadczeniem, bo, jak czytamy w jednym z opowiadań, te zostały zastąpione przez Google. Starość stała się balastem, a szkoda.
   Pierwsze pytanie jakie sobie zadałam czytając opowiadania brzmiało: kiedy zaczyna się starość? Nie da się nie zauważyć, że każdy z bohaterów opowiadań starość definiuje inaczej, dla jednego jest to pierwsza zmarszczka, dla innego pierwsze objawy alzheimera. Wielu z mich postrzega starość jako ostatni krok przed śmiercią, spychają ją na margines, nie szanują inni dają się opanować współczesnemu uwielbieniu młodości, a za swojego głównego wroga uznają starość i jej oznaki. Skonfrontowani ze starością muszą swoje poglądy zweryfikować. Tak staje się na przykład z bohaterką opowiadania "Poczwarka" Joanny Stróżniak, młodą energiczną kobietą, która w zamienia się miejscami ze starą kobietą.
   Autorzy zebranych opowiadań to młodzi ludzie, piszą zapewne na podstawie własnych wyobrażeń lub obserwacji. Niektóre spostrzeżenia są bardzo głębokie, nietypowe, w innych natomiast wyraźnie zauważa się leżące u podstaw osobiste przeżycia. Zdarza się jednak, że uderzają w przesadnie moralizatorski ton, wtedy wywołują (przy najmniej u mnie) zdecydowany niesmak Brakuje też spojrzenia "z drugiej strony". Na pewno ciekawe byłoby opowiadanie o starości napisane przez starszą osobę, może patrzyłaby na ten problem inaczej, na co innego zwróciłaby uwagę?
   Mnie szczególnie przekonały do siebie "Na deskach", "Trzydzieści sześć i sześć" i "Stary, starszy, trup", nie umiem nawet wyjaśnić czemu. Wybór opowiadań jest na tyle duży, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Całość stanowi inspirującą podstawę do rozmyślań nad naszym stosunkiem do przemijania czasu a przy okazji ciekawy przegląd współczesnych polskich autorów. Świetny pomysł na antologię, pozycja godna polecenia osobom, które lubią opowiadania i mają ochotę na odrobinę refleksji.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Amea:

poniedziałek, 30 maja 2011

"Córka czarowic" D. Terakowska

"Ludzie w swej pysze i poczuciu siły, przekonani o swym rozumie, wysokiej technice, pragną Matkę Naturę zmieniać. Chcą nad nią zapanować. Próbują odwracać bieg rzek, wycinać lasy, osuszać bagna - mówiła Czarownica. - Po upływie czasu okazuje się, że działali wyłącznie na własną szkodę. Zapomnieli, że są malutką cząsteczką Matki Natury, a nie Ona jest cząsteczką nich. Skoro tak, oni winni Jej podległość. a nie na odwrót..."
 
"Bo coś takiego jak zbiorowa Natura Człowieka nie istnieje. Jest tylko natura pojedynczych, indywidualnych osób. A każda z nich jest inna - uśmiechnęła się Czarownica. - Jeśli będziesz mieć swojego psa, po pewnym czasie będziesz mogła dużo powiedzieć o psach w ogóle.  Ale gdy zaprzyjaźnisz się z jednym tylko człowiekiem, nadal nie będziesz nic wiedzieć o rodzaju ludzkim."
"Człowiek bez swojej przeszłości jest martwy, jego teraźniejszość jest martwa."
Ta książka to piękna i mądra przypowieść nie tylko dla dzieci. Mówi o szacunku do człowieka, natury i historii. Podejmuje też problem władzy i narodu. Na prawdę warta przeczytania.

piątek, 20 maja 2011

"Naga" Izabela Szolc

   Nigdy nie czytałam książek tej autorki, ale może czas to zmienić? Zbiór opowiadań "Naga" na pewno do tego zachęca. Pani Iza pokazuje tutaj, że ma niesamowite oko i ogromną wrażliwość do odbierania i opisywania uczuć, przeróżnych. Bohaterkami opowiadań zebranych w tym zbiorze są kobiety. Spotykamy je na różnych etapach ich życia, borykające się z bardziej i mniej typowymi problemami.
   Matki, żony, córki, kochanki... każda z tych kobiet definiuje samą siebie poprzez społeczną rolę jaką odgrywa. I to jest tutaj najbardziej kobiece. Czytając kolejne opowiadania coraz bardziej zastanawiałam się, czy mężczyzna mógłby być autorem takiego zbioru i uznałam, że raczej nie. Opowiadania napisane przez mężczyzn nosiłyby pewnie inne tytuły: 'kierowca', 'lekarz', może byłyby to imiona. Kobieta, jak wynika z tej małej książeczki (i nie tylko), widzi siebie przez pryzmat tego, kim jest dla innych. Mężczyzna raczej się zachwala.
   Szolc pokazuje, że bycie kobietą nie zawsze jest proste, ale może być piękne i są tacy, którzy o tym marzą. Wnikliwie rozpatrując rozmaite sytuacje wskazuje ich zarówno mocne jak i słabe strony. I mimo, że poszczególne opowiadania bardzo się od siebie różnią - jedne są łagodne, stonowane, raczej brutalne i nie wszystkie dobrze się czyta, niektóre (szczególnie "Alicja") pozostawiają po sobie gorzkawy posmak, to łączy je jeden wspólny mianownik - różnorodność kobiecej natury. Te króciutkie opowiadania mogą naprawdę pomóc w zrozumieniu kobiecości i skłaniają do naprawdę głębokich przemyśleń. Dlatego można je polecić również mężczyznom.
   Niestety, jak to z opowiadaniami zwykle bywa, jedne podobały mi się bardziej, inne mniej. Niektóre pozostawiły pozytywne wrażenie, a inne raczej niesmak. Mimo to uważam, że to książka warta poświęconego jej czasu. 

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Amea.

sobota, 14 maja 2011

"Nie ma o czym mówić" M. Szarejko


   Książka Marty Szarejko jest malutka, niepozorna, można ja przeczytać bardzo szybko. Zapomnieć o niej nie jest już tak łatwo.
   Każdy ze szkiców to nowa twarz. Twarz, na którą na co dzień nie zwracamy uwagi, albo od której odwracamy wzrok. Spotykamy je na dworcach, przystankach, w podziemnych przejściach i czym prędzej omijamy. Tymczasem autorka każe nam przystanąć, przyjrzeć się im i posłuchać historii, które nam opowiedzą – Cyganka zwierzająca się ze swoich snów, Don Ivo – włoski mafioso rodem z Warszawy, wymachujący rękami Rupert i wielu innych… takich historii i miejskich legend jest mnóstwo.
   Nie jest to książka którą czyta się przyjemnie, a tym bardziej nie na poprawę humoru. Za to robi na czytającym (przynajmniej na mnie zrobiła) duże wrażenie. I chociaż całość wydaje mi się nierówna, to fragmenty, w których autorka pozwala mówić samym bohaterom, nie wciska ich wypowiedzi w sztywne ramy zdania, pozwala im przeklinać, donosić na siebie i kłócić się, uważam za naprawdę dobry kawałek polskiej literatury i gratuluję tak udanego debiutu.

Za możliwość przeczytania  książki dziękuję Wydawnictwu AMEA.

"Rosyjski kochanek" M. Nurowska

Wkoło mnie piętrzą się przeróżne stosy książek do przeczytania, a ja tu sięgam po coś zupełnie spoza kolejki. Ale tak to już ze mną jest, że nie lubią utartych planów i czytam to, na co akurat mam ochotę (i na co skusi mnie okładka).

Swoją znajomość z Nurowską rozpoczęłam nieudanie od jej autobiografii pt. "Księżyc nad Zakopanem" i nie planowałam powrotu do niej, ale szperając na półkach mojej ukochanej biblioteki dałam się uwieść "Rosyjskiemu kochankowi"... i nie było powrotu.

Bohaterką jest pięćdziesięcioletnia Julia, literaturoznawca z Polski, która wybiera się na rok do Paryża, gdzie ma prowadzić zajęcia na uniwersytecie. Od razu poznaje młodą parę z Rosji - Nadię i Aleksandra, którzy mieszkają przez ścianę w hotelu. Choć z pozoru tak sobie odlegli, szybko nawiązują kontakt. Coś jednak się zmienia, kiedy Nadia wraca do Rosji - kontakty między Julią a Aleksandrem coraz bardziej się zacieśniają, mimo, że kobieta nawet nie chce przyjąć do siebie myśli o tym.

W tej książce wiele mi się nie podobało - pewna schematyczność, lekkość, dość powierzchowne traktowanie wielu problemów, zbyt słodkie zakończenie... Ale znalazłam też kilka plusów - romantyczna atmosfera Paryża i ciekawy sposób opowiadania - narratorką jest Julia, która opowiada swoją historię z jednej strony z perspektywy czasu, a z drugiej - na bieżąco. Może niejasno się tu wyraziłam, ale pisząc więcej za dużo musiałabym zdradzić, a nie chcę nikomu psuć przyjemności z odkrywania tej historii.

Jest to piękna opowieść, ale chyba nie dla mnie. I nie chodzi tu o to, że mi jako młodej osobie trudno jest zrozumieć problemy innej, starzejącej się już kobiety. Myślę sobie po prostu, że to książka zupełnie nie dla mnie. Chociaż nie żałuję, że ją przeczytałam - zrobiłam sobie mały rekonesans w literaturze dla innych kobiet :)

poniedziałek, 9 maja 2011

"Gra na wielu bębenkach" O. Tokarczuk

Odkąd przeczytałam "Prawiek..." lubię od czasu do czasu wracać do tej autorki i poznawać książki, które napisała wcześniej. Na szczęście jeszcze kilka mi zostało. Tym razem padło na zbiór opowiadań. I jak to z opowiadaniami bywa - jedno zapada w pamięci bardziej, inne mniej. Tytuł zbioru mówi sam za siebie - autorka "próbuje się" w różnej tematyce, jakby ćwiczyła grę na różnych bębenkach, ale za każdym razem, czuć, że to ONA, jedyna i niepowtarzalna, chociaż ustami bohaterki ostatniego, tytułowego opowiadania mówi, "jestem ani wysoka, ani niska, nie za tęga, ani nie za szczupła, moje włosy nie są ani jasne, ani ciemne. Mam nieokreślony kolor oczu...", to jej samej ta 'nieokreślona nijakość nie dotyczy.
Na mnie największe wrażenie zrobiło już pierwsze - "Otwórz oczy, już nie żyjesz", które opowiada o pewniej czytelniczce kryminałów. Kobieta czyta w każdej wolnej od codziennych obowiązków chwili, a jej życie zaczyna przeplatać się z literacką fikcją. Ciekawe, jakie historie przeżywamy na co dzień, jakie opowiadanie powstałoby, gdyby spisać to, co robię i to, o czym czytam? Jaki wpływ ma na nas literatura, a jaki my na nią?
Cały zbiór jest niewyczerpaną kopalnią głębokich przemyśleń i czasami bardzo trafnych cytatów:
"Czas stał się bolesny któregoś dnia, gdy w jednym krótkim momencie uświadomiłam sobie nagle, co znaczy 'teraz'. 'Teraz' bowiem znaczy - 'już nigdy'. 'Teraz' znaczy, że to, co jest, właśnie w tym samym momencie być przestaje, obsuwa się jak zmurszały stopień schodów. Jest pojęciem strasznym, porażającym, obnaża całą okrutną prawdę."
"Mówiła, że to największy przywilej człowieka - posiadać teraz; tylko to możemy mieć. Dlatego wymyślono język - żeby kontrolował przenoszenie się zdarzeń z przeszłości w przyszłość, a więc żeby miał władzę nad czasem, żeby zatrzymywał czas, choćby na tę krótką chwilę, kiedy z całą powagą wypowiada się 'jestem'. Mieć 'teraz' to znaczy mieć świadomość swojego istnienia, to znaczy być w nieruchomym oku cyklonu, stać tam i przyglądać się wirującym zdarzeniom, odkrywać ich kolisty, porywający wciąż i wciąż porządek."
Można tu poznać wiele motywów, których rozwinięcie znajdujemy w późniejszych powieściach Olgi Tokarczuk oraz to co mnie najbardziej zachwyca i przypomina mi swoim działaniem obiektyw aparatu - umiejętność zwrócenia uwagi, 'wyostrzenia' pozornie nieznaczącego detalu i jednoczesne delikatne zaznaczenie otoczenia.
Jest to na pewno istotna pozycja wśród prozy Tokarczuk, warta przeczytania, chociaż nie polecam jej czytelnikom, którzy jeszcze nigdy jej nie czytali. Znajomość z tą autorką na pewno lepiej zacząć od "Prawieku..."