Nie było to moje pierwsze spotkanie z tym autorem - wcześniej przeczytałam już "Nazywam się Czerwień" oraz "Stambuł". Tak, jak wcześniej, autor przenosi nas do zupełnie innej Turcji, tym razem lądujemy w nadmorskim miasteczku, dawniej małej opuszczonej mieścinie, a dziś modnym kurorcie pełnym młodych ludzi i turystów. A główną rolę grają skomplikowane losy pewnej rodziny, których do końca nie udało mi się chyba rozwikłać, ale nie o to chyba chodziło - najważniejsze jest to, że znowu mogłam przenieść się do tego kraju i poznać mieszkających tam ludzi i ich problemy - z jednej strony zupełnie inne od moich, a z drugiej - dziwnie podobne.
Ważnym problemem poruszonym tutaj jest ciągłe porównywanie Zachodu (Ameryki i Europy) ze Wschodem (reprezentowanym tu przez Turcję), Ciągłe kompleksy Turków wobec zachodnich sąsiadów, wobec samych siebie - różnice między bogatszymi a biedniejszymi, między dobrze, a źle urodzonymi, między komunistami, a narodowcami między pokoleniami.
"Epoka, w której żyję, wetknęła mi na nos okulary wypaczające i zniekształcające wszystko, na co popatrzę. Wyczuwam, że nie widzę rzeczywistości, ale niech to diabli, kocham to, co widzę."Tak sobie myślę, że właśnie wieloaspektowość tej powieści jest jej największą zaletą i to dzięki niej może się ona wielu spodobać - tak, jak mnie.
*Pamuk, Orhan (2009): "Dom ciszy", Kraków: Wyd. Literackie.
