Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 stycznia 2014

Leonardo - wyzwanie filmowe

Leonardo wielkim aktorem jest. Nie jest żadną tajemnicą, że Leonardo DiCaprio jest moim ulubionym aktorem. Nie przyczynił się do tej opinii pierwszy fil, w jakim go obejrzałam, czyli "Titanic". Ale już każdy następny sprawiał, że stanął na pierwszym miejscu mojej osobistej listy. Podziwiam, że już jako nastolatek grał niesamowicie przekonująco - urodzony profesjonalista. Widzę w nim wrodzony talent i świeżość, a teraz, nabytą z czasem, umiejętność doboru ról. Zresztą, teraz już go na to stać. I dzięki temu mogę podziwniać go w różnorodnych kreacjach. Za każdym razem inny, a jednak wciąż ten sam - Leo.
Ostatnia anlieta na Filmwebie uzmysłowiła mi, że są jeszcze takie filmy z nich, których nie widziałam. Muszę więc nadrobić zaległości, a postępy będę zaznaczać tutaj.

  1. Wielki Gatsby (2013)
  2. Wilk z Wall Street (2013)
  3. Django (2012)
  4. J. Edgar (2011)
  5. Incepcja (2010)
  6. Wyspa tajemnic (2009)
  7. W sieci kłamstw (2008)
  8. Droga do szczęścia (2008)
  9. Infiltracja (2006)
  10. Krwawy diament (2006)
  11. Aviator (2004)
  12. Gangi Nowego Jorku (2002)
  13. Złap mnie, jeśli potrafisz (2002)
  14. Don's Plum (2000)
  15. Niebiańska plaża (2000)
  16. Człowiek w żelaznej masce (1998)
  17. Celebrity (1998)
  18. Titanic (1997)
  19. Pokój Marvina (1996)
  20. Romeo i Julia (1996)
  21. Szybcy i martwi (1995)
  22. Przetrwać w Nowym Jorku (1995)
  23. Całkowite zaćmienie (1995)
  24. Co gryzie Gilberta Grape'a? (1993)

niedziela, 8 stycznia 2012

"Jane Eyre" Charlotte Bronte

   Co było najpierw: książka czy film? Dla mnie odpowiedź na to pytanie jest jedna: książka. Kiedy usłyszałam o ekranizacji tej powieści, jako fanka filmów kostiumowych i powieści Jane Austen, nie mogłam odmówić sobie przyjemności przeczytania jej. Trochę mi to zajęło, ponieważ w międzyczasie mnóstwo się działo, ale dzięki temu powolnemu czytaniu "Jane Eyre" uprzyjemniła mi wiele wieczorów. Razem z nią spacerowałam po pięknych ogrodach Thornfield Hall, włóczyłam się po opustoszałych wrzosowiskach i przeżywałam jej wzloty i upadki. Lubię zwiedzać te stare angielskie zamki, dwory i domostwa, słuchać jak w kominkach wesoło pali się ogień i bujać się na bujanych fotelach. Trudno powiedzieć co właściwie podoba mi się w takich powieściach, urzeka mnie ich klimat, i to, że zawsze kończą się dobrze.
  Chyba wrócę też do "Wichrowych wzgórz" Emily Bronte i wreszcie przeczytam je ze zrozumieniem, co nigdy mi się dotąd nie udało.
  Bardzo ciekawa jestem też najnowszej ekranizacji "Jane Eyre" i na pewno podzielę się tu wrażeniami po obejrzeniu jej.

niedziela, 28 sierpnia 2011

"Klub filmowy" David Gilmour

   "Klub filmowy" trafił w moje ręce, zupełnie przypadkiem, w idealnym czasie, tuż po przeczytaniu "Nagiego sadu". Relacje między ojcem a synem przyjmują tu zupełnie inny obrót. Autor powieści opowiada o kilku latach z życia swojego syna, który w wieku kilkunastu lat miał dosyć szkoły. W zamian za zgodę na rzucenie szkoły ojciec poprosił go jedynie o regularne oglądanie wybranych filmów. I tak powstał dwuosobowy klub filmowy. Czas spędzony wspólnie przed telewizorem pozwolił im pogłębić łączącą ich wieź. Filmy pokazały chłopcu świat z innej strony, ułatwiły nazwanie własnych problemów, a przede wszystkim stanowiły inspirację do wielu rozmów, nie tylko o kinie. Książka jest przez to nieco "przegadana", ale nadal warto ją przeczytać, żeby poznać historię Davida i Jesse'go oraz dać się zainspirować filmami, jakie wspólnie obejrzeli.
   Moją uwagę zwrócił pomysł do powtórnego oglądania filmów niekonieczne, żeby przypomnieć sobie same filmy, ile wrócić do siebie, z czasu kiedy oglądało się te filmy po raz pierwszy. Sama często wracam do książek, które czytałam dawno temu właśnie po to. Niestety często okazuje się to niemożliwe. Czas zmienia sposób odbierania wielu rzeczy i nie da się oglądać świata, tak jak oglądało się go kiedyś. Szkoda. Chociaż warto próbować :)

poniedziałek, 23 maja 2011

"Nie opuszczaj mnie" (2010) reż. M. Romanek

   Boję się oglądać filmy nagrane na podstawie moich ulubionych książek. Chyba dlatego tak długo zwlekałam z obejrzeniem tego. Bałam się rozczarowania, bałam się, że film zburzy obraz tej historii, jaki sobie sama stworzyłam. Niepotrzebnie.
   W tym wypadku jest zupełnie odwrotnie. Film stał się okazją do wrócenia co świata stworzonego przez autora. Na nowo przemyślałam problem, który jest tu poruszony. I na nowo wzruszyła mnie ta historia, chociaż muszę przyznać, że po pierwszych kadrach wcale nie spodziewałam się takiego efektu. Miałam wrażenie, że może za dużo od razu się nam pokazuje. Czytając książkę nie od razu wiadomo było o co chodzi, słowo "donacja" nie padło na pierwszych stronach. Dalej jednak, film odwzorowuje nam subtelną i tajemniczą atmosferę powieści.
   Do tego wszystkiego jest piękny od strony wizualnej i dźwiękowej. Czegóż chcieć więcej?