Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lit. podróżnicza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lit. podróżnicza. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 października 2012

"Australia. Gdzie kwiaty rodzą się z ognia" Marek Tomalik

Wraz z końcem lata trafiła do mnie niespodziewana "Włóczykijka". Tym razem okazała się być biletem w odległą podróż do samej Australii - na Ziemi dalej się już nie da.
Autor jest  niestrudzonym podróżnikiem, szukającym coraz to nowych wrażeń, a sama książka niezgłębionym i zaskakującym źródłem wiedzy o kraju, jego historii, mieszkających w nim ludziach i ich życiu. Bez tej książki nigdy nie dowiedziałabym się że bumerang wcale nie został wynaleziony w Australii. Czym żywić się w odludnym buszu, gdzie szukać wody na pustyni, jak znaleźć największy na świecie opal, czy jak zdjąć z felgi zapieczoną oponę - to tylko niektóre z przepisów, które poznałam czytając "Australię". Ten najbardziej odległy nam kontynent dzięki opowieściom autora okazał się być zaczarowanym miejscem o przebogatej historii i kulturze, poprzecinanym tajemniczymi "ścieżkami snu", na które naprawdę warto czasami wkroczyć.

Od kilku książek obserwuję u siebie małą niechęć do powieści, dlatego teraz wybieram się w kolejną podróż - tym razem legendarną drogą 66, tam na pewno też wiele mnie zaskoczy.


niedziela, 22 stycznia 2012

"Mroczny kontynent Afryka" W.Olszewski

   Afryka fascynowała mnie chyba od zawsze - to "zawsze" zaczęło się od przeczytania "W pustyni i w puszczy" Sienkiewicza. Później odwiedziłam ją razem z "Faraonem" Prusa, z reportażami Kapuścińskiego, z Tochmanem, a teraz z Olszewskim. Po drodze była jeszcze "Biała masajka", "Miłość lwicy" i piękny film "Wierny ogrodnik". Jaka jest Afryka - biedna, czarna, fascynująca kulturowo, zmienna, niebezpieczna... Każdy widzi w niej to, co chce widzieć. Olszewski pokazuje ją niezwykle realistycznie,  a przy tym również krytycznie. Jego opis afrykańskich realiów wydaje się być bardzo bliski rzeczywistości. Piszę "wydaje się", bo nie jestem w stanie tego do końca zweryfikować. Ale jedno jest pewne - autor nie boi się tu mówić, o problemach trudnych, które często zamiatane są pod dywan, albo zgrabnie omijane.
   "Mroczny kontynent" to dziwne połączenie przewodnika turystycznego, pełnego praktycznych porad o tym, gdzie jeść, nocować, jak załatwiać formalności z powieścią historyczną, w wyczerpujący, często zabawny, sposób opisującą historię poszczególnych krajów z uwzględnieniem niechlubnej historii wyzysku Afryki przez Europejczyków. Autorowi zdarza się w prawdzie w dziwny sposób zmieniać temat, skacząc z jednego na drugi, co trochę mi przy czytaniu przeszkadzało. Mimo to dla mnie "Mroczny kontynent" to przebogata skarbnica wiedzy o Afryce, którą serdecznie polecam.


niedziela, 2 października 2011

Reportażowo


   Reportaż to jeden z moich ulubionych gatunków. Zaczęło się od Kapuścińskiego, którego książki uwielbiam. Śladów jego twórczości szukam we wszystkich reportażach, po które tylko sięgam. Nie inaczej było inaczej.
   Najpierw przeczytałam kilka wykładów Kapuścińskiego zabranych w książce "Ten inny". Autor mówi w nich o swoim podejściu do drugiego człowieka, w którym wyraża się jego sposób patrzenia na świat. Szkoda, że nie mogłam go słuchać wygłaszającego te słowa.
   "Dzisiaj narysujemy śmierć" - niesamowity tytuł zmusił mnie do przeczytania tej książki, mimo, że nie maiłam pojęcia o czym jest. Ale tak to ze mną bywa, że wybierając książki rzadko działam racjonalnie.
    Po przeczytaniu jej wiem nareszcie co stało się w Rwandzie w 1994. Te wydarzenia interesowały mnie odkąd obejrzałam film "Shooting dogs", ale nie do końca wiedziałam kto, kogo i dlaczego. Tochman wyjaśnia przyczyny konfliktu - podłoże historyczne i pokazuje kraj 15 lat po tragedii - jak żyją teraz ci ludzie, jak radzą sobie z przeszłością, czy w ogóle sobie radzą?
   Książka pełna brutalnych obrazów, w której na pierwszym miejscu stoi Inny - tak, jak zaleca Kapuściński. Warto przeczytać, choć trzeba mieć mocne nerwy.

sobota, 1 października 2011

Zapracowany wrzesień

   Ostatnio niewiele udzielam się blogowo, co wcale nie znaczy, że przestałam czytać - niedoczekanie! Tylko czasu mniej. Muszę też zwracać uwagę, żeby książki nie były za duże i mieściły się w torebce. Te kryteria spełniły we wrześniu:
   "Tatami kontra krzesła" - niesamowicie ciekawa opowieść o Japonii i jej mieszkańcach. Funkcjonuje wiele stereotypów dotyczących tego kraju, Rafał Tomański rozprawia się z nimi i pokazuje Japonię taką, jaką udało mu się poznać podczas studiów i podróży. Okazuje się, że Japonia to nie tylko gejsze, samurajowie i sushi. To kraj o bardzo złożonej historii i przebogatej kulturze, które ukształtowały na dość specyficzny sposób. Czemu japońskie komórki ciągle mają antenki? Ile razy ukłonić się wręczając wizytówkę? - Obserwacje, które poczynił autor są bardzo ciekawe, dzięki książce można wzbogacić swoją wiedzę o świecie i nabrać ochoty na podróż do kraju kwitnącej wiśni. Polecam!

   Uwielbiam programy Martyny Wojciechowskiej z cyklu "Kobieta na końcu świata". Zwraca w nich uwagę, na bardzo ciekawe zjawiska i pokazuje  światy, o których istnieniu często nie mam pojęcia. Dlatego chciałam sięgnąć po jej książkę i przekonać się jaką Martyna jest pisarką. "Zapiski (pod)różne" jak sama nazwa wskazuje to zbiór luźno związanych ze sobą notatek, historii, impresji, które powstały podczas niezliczonych wypraw Martyny Wojciechowskiej. Czasami ton jest trochę moralizatorski, co jednak nie zraża do poznawania kolejnych jej przygód. Martyna na jednej bawi do łez, na innej skłania do bardzo głębokich refleksji - jedno jest pewne - nie pozostawia obojętnym. Na pewno sięgnę po inne jej książki, tym bardziej, że są tak pięknie ilustrowane. :)

  A na koniec, dla rozluźnienia przeczytałam jeszcze "Coś pożyczonego". Chciałam zbadać, na czym polega fenomen pisarki i wciągnęłam się w czytanie na cały ubiegły weekend. Nie jest to może wymagająca lektura, ale za to odprężająca i miejscami dość zabawna, chociaż bez rewelacji. Niemałą rolę gra tu Nowy Jork, w którym rozgrywają się miłosne perypetie bohaterów książki. Sama nazwa tego miasta dzieła na moją wyobraźnię. Oczywiście ciekawi mnie, co dalej z bohaterami, więc pewnie spędzę jeszcze kiedyś weekend w objęciach kolejnych książek z tej serii.

   Dziś wracam do Japonii - tym razem z "Norwegian Wood" i bardzo się na tę podróż cieszę.