Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 marca 2014

Bridget wieczorową porą

„Pomyślałam, że to trochę śmieszne, nosić nazwisko Darcy i stać samotnie na przyjęciu, z dumną i nieprzystępną miną. To tak jakby nazywać się Heathcliff i spędzić cały wieczór w ogrodzie, krzycząc: 'Cathy' i waląc głową w drzewo.”
- Helen Fielding (z książki Dziennik Bridget Jones)

Właśnie takiego humoru potrzeba mi na te pochmurne dni. Bridget już nie jeden raz udowodniła, że potrafi rozbawić mnie w każdej sytuacji. Tym razem na pewno nie będzie inaczej, zdążyłam przeczytać całe 22 strony - mam nadzieję, że nie chwalę  jej na zapas. Przykro mi z powodu pana Darcy'ego, ponieważ w każdym wydaniu, czy u Austen, czy u Fielding, jest dla mnie chodzącym ideałem. Ale Bridget z facetem, nie byłaby sobą.

wtorek, 28 stycznia 2014

"Dziecko śniegu" Eowyn Ivey

Sięgając po tę książkę chyba w jakiś magiczny sposób wywołałam śnieg. Kiedy zaczynałam czytać za oknem świat był szary i zalany deszczem, a kiedy czytałam ostatnie zdanie wkoło było biało a w świetle latarń wirowały migoczące płatki, zamieniając się po lądowaniu w warstwę białego lekkiego puchu.
Bo w tej książce magia jest na każdym kroku. I nie jest to magia rodem z Hogwartu, to magia mroźnego, zimowego lasu, magia ciepła domowego ogniska, magia miłości.
Mabel i Jack - starsze już małżeństwo, któremu nie dane było doczekać się dziecka postanawia zaryzykować i spróbować swoich sił na niezamieszkanych terenach odległej Alaski. Ich przygoda pewnie skończyłaby się fiaskiem i powrotem do domu, gdyby nie magia jednej zimowej nocy, która odmieniła ich życie i ich samych.
Ciepła opowieść o przyjaźni, miłości, niespełnionych marzeniach i o tych spełnionych trochę też...

sobota, 23 listopada 2013

"Madame" Antoni Libera

Po serii książek Martina potrzebna mi była zdecydowana odmiana, coś bardziej 'ludzkiego', bliższego mi. Wybór padł na książkę, całkowicie inną od wszystkiego, z czym ostatnio miałam do czyniania. "Madame" wydała mi się pasować do długich, jesiennych wieczorów. I nie myliłam się - i chociaż w większości przeczytałam ją podczas codziennej podróży do pracy, zamiast jak to sobie planowalam w domowym zaciszu, przy kubku gorącej herbaty, to była strzałem w dziesiątkę.

Dawno nie przeczytałam tak dobrej powieści. Dzięki niej wróciłam do dawno już minionych czasów, spędzonych z książkami Siesickiej i Musierowicz, a na moich policzkach pojawiły się 'nastoletne' wypieki. Zupełnie jakbym znowu w tajemnicy przed rodzicami czytała nocami przy nikłym świetle latarki.

Niespotykany już dziś bogaty, niemalże kwiecisty język i zwyczajna-niezwyczajna historia opowiedziana przez głównego bohatera zawładnęły mną bez reszty. Nadal, razem z bohaterem, pozostaję pod urokiem tajemniczej Madame - o której do końca nie dane było czytelnikowi dowiedzieć się zbyt wiele.
Porywająca historia uczniowskiej miłości, nieprzenikniona postać Madame, wyszukane zabiegi mające na celu zbliżenie się do niej, a w tle Polska, ukazana w okresie, o którym wielu wolałoby zapomnieć - nie da się jej opowiedzieć - trzeba ją po prostu przeczytać, aby poczuć jej niepowtarzalną atmosferę.

sobota, 19 stycznia 2013

Odrobina klasyki

 Czasami lubię nadrobić zaległości i przeczytać coś, co "każdy znać powinien". Tym razem padło na "Biesy" Dostojewskiego. Zarezerwowałam bilety na inscenizację w Teatrze Stu, ale wcześniej musiałam oczywiście poznać oryginał.
Akcja powieści rozwija się powoli, poznajemy całą gamę postaci i ich historie, a w tle odrobinę historii Rosji i genezę rewolucji. Przedstawienie ma natomiast o wiele szybsze tempo, jest zaskakujące, nieprzewidywalne. Na scenie panuje niesamowita atmosfera, która udziela się widzom. Spektakl pozwolił mi lepiej zrozumieć historię i zinterpretować skomplikowaną treść powieści. I odwrotnie - bez znajomości powieści wyniosłabym z teatru wiele mniej.

Przy okazji klasyki chciałabym polecić książkę Steinbecka "Myszy i ludzie" - już dawno żadna książka tak bardzo mnie nie poruszyła i nie zrobiła na mnie takiego wrażenia. Była to ostatnia książka, którą przeczytałam w 2012 roku i jednocześnie najlepsza. Na pozór niepozorna historia dwóch robotników okazała się głęboką i bardzo trafną przypowieścią o przyjaźni i odwadze.
Jak tylko nadarzy się okazja postaram się obejrzeć również ekranizację tej powieści, żeby jeszcze trochę nacieszyć się tą historią. Szkoda też że tak mało Steinbeka przede mną. Z książki na książkę podoba mi się coraz bardziej.

Nowy rok zaczęłam "Biesami", a kontynuuję go z lżejszymi lekturami, na które ostatnio mam ogromną ochotę - zabawne komedie w kinie obok lekkich romantycznych historii w literaturze. Próbuję sobie tak troszkę ubarwić szarość codzienności, która zimą jeszcze bardziej mnie przytłacza.

piątek, 26 sierpnia 2011

"Nagi sad" Wiesław Myśliwski

   Kolejna po "Kamieniu na kamień" książka tego autora, którą przeczytałam. Na pewno nie ostatnia.. W jego prozie jest coś prostego, naturalnego a zarazem głębokiego, że chce się go czytać bez przerwy. Bez zbędnych ozdobników, tym razem nawet bez dialogów. W "Nagim sadzie" panuje totalny minimalizm. Stosunek ojca do syna zostaje pokazany w najprostszy sposób poprzez gesty i czyny. Okazuje się, że bez słów można wyrazić o wiele więcej, a milcząc można zbudować prawdziwie głęboką więź między dwoma osobami.
"Bo samo życie bez wyrozumienia niczym jeszcze nie jest, potrzebuje choćby czyjejś pamięci, czyjegoś świadectwa, a niekiedy i tej przyjaznej łatwowierności, która je obłaskawia, niejednego przymknięcia oczy, wybaczeń, bo jak mu się zaufa, takie i jest, i ciepła niemało, a przede wszystkim dobrego słowa, pocieszającego słowa, słowa nawet i złudnego, a nie tylko przygany."
   Wobec takiego utworu trudno jest cokolwiek napisać, najlepiej rozważyć w ciszy zawarte w nim mądrości. Do czego szczerze zachęcam.
"Niektórzy mówią o książkach jako o zaczarowanym świecie, o tym, ile zawdzięczają książkom w swoim życiu, wspominają, jak to je czytali po kryjomu. nieraz nie przy świetle, lecz przy księżycu, nie przy stole, lecz w listowiu, ale ja tam mozoliłem się nad nimi dzień w dzień, świątek, piątek i niczego dobrego nie znalazłem prócz zwątpień."

niedziela, 5 czerwca 2011

"Piaskowa Góra" Joanna Bator

   Długo czekałam w bibliotecznej kolejce po tę książkę, ale warto było. Jedno zdanie i wiadomo jaka będzie moja opinia, ale... nie od początku tak było.
   Trudno było czytając przyzwyczaić się to zawrotnego tempa narracji, brak wyróżnionych w tekście dialogów i ciągłe opowiadanie - jak bieg "z górki na pazurki" przerywany karkołomnymi ewolucjami w postaci językowych "fikołków". Mnóstwo drugoplanowych postaci, niezliczone ilości wydarzeń - dla wielu jest to góra nie do przekopania i nie do przetrawienia. Ja znalazłam w tej książce kawałek siebie, kawałek swojego życia i pewnie dlatego pozytywnie ją oceniam.
   Fabuły streścić nie sposób, gdybym ja ją opowiadała zajęło by to znacznie więcej czasu niż przeczytanie książki. W skrócie można powiedzieć, że jest to opowieść o polskiej rodzinie, jakich wiele. Z pokolenia na pokolenie zmieniają się priorytety, jednak niezmienne pozostaje jedno - niespełnione marzenia i żal.
"Jadzia ceniła tylko to, czego nigdy nie miała, bo jeśli coś już się jej dostało, nie mogło być przecież wiele warte. A potem znowu codzienność i kurz i zakochanie też za tobą już, nuciła, rozkoszując się uczuciem smutku szczypiącego jak octowa podmywka."
   Całość to groteskowy i często zabawny, ale gdzieś w głębi smutny obraz Polski i Polaków z końca XX. wieku, nie omijający kwestii politycznych i społecznych. Bo jak tu nie śmiać się z kobiet czeszących moher na swoich beretach, czy strojących się na spotkanie Isaury, ale...
   Tego nie da się opisać, ale na prawdę dobrze było przeczytać, żeby spojrzeć na świat z tarasu Piaskowej Góry. Na pewno przeczytam też "Chmurdalię" bo czuję, jakby Jadzia i Dominika gdzieś czekały, żeby opowiedzieć mi swoje dalsze losy.
"Jaki ciąg zbiegów okoliczności i objawień, przypadków i konieczności złożył się na jej, Dominiki Chmury, bycie tu, na Piaskowej Górze? Jakiego drzewa jest gałązką? Czy wsród prababek i praciotek był ktoś, w kim jej dziwność po raz pierwszy wykiełkowała i wyrosła tak, że mogłaby pokazać linię, niechby kręta była, porwana, i pokazać - to zaczęło się wtedy i wtedy. Stąd pochodzę, oto mój początek, mój ród."

środa, 25 maja 2011

"Po zmierzchu" H. Murakami

   Czekając na trzeci tom "1Q84" zapoznaję się z tymi książkami Murakamiego, których jeszcze nie przeczytałam. Tym razem trafiłam na "Po zmierzchu". To króciutka powieść, opisująca wydarzenia tylko jednej nocy. Bohaterami są pozornie nie mające ze sobą nic wspólnego osoby. Sieć związków między nimi zacieśnia się z każdą mijającą godziną - nastolatka czytająca w kawiarni książkę, chłopak spieszący się na próbę zespołu, kierowniczka lovehotelu, biurowy urzędnik pracujący do późna... - Murakami posiada tą interesującą umiejętność łączenia przeróżnych płaszczyzn, zupełnie odrębnych światów, efektem są zupełnie wyjątkowe, wręcz magiczne historie, których atmosfera ogarnia czytelnika od pierwszej strony powieści.
"Wiesz, Mari, zdaje nam się zwykle, że mamy solidny grunt pod nogami, ale coś niewielkiego może spowodować, że spadniemy aż na sam dół. I jak się raz spadnie, to koniec. Już nie da się wrócić. Pozostaje tylko żyć samotnie w tym mrocznym świecie na dole."
   Koleżanka podsunęła mi pomysł przeczytania tej książki w ciągu jednej nocy, niestety mi się to nie udało. Ale po obudzeniu się rano z nosem w książce wiedziałam, że nie odłożę książki dopóki jej nie doczytam. Dlaczego? Podobało mi się wędrowanie za bohaterami po rozświetlonych neonami ulicach Tokio, przesiadywanie z nimi w całodobowych kawiarniach a na końcu spanie... niczym śpiąca królewna. Ciekawe jest też, że najgłębsze myśli wypowiadają często postaci, po których byśmy się tego na pierwszy rzut oka nie spodziewali, pokojówki, sprzedawca w sklepie. Murakami to autor, który nie podlega żadnym schematom i kreuje nowe światy bawiąc się znanymi konwencjami.
"I dlatego myślę, żę ty też, jak znajdziesz sobie dobrego faceta, nabierzesz więcej wiary w siebie niż teraz. Nie wolno ci godzić się na półśrodki. Są na świecie rzeczy, które da się robić tylko samemu i inne, które da się robić tylko we dwójkę. Ważne jest, żeby właściwie je połączyć."
Co jeszcze mnie ujmuje w tej książce to niesamowita dbałość o szczegóły. Bohaterów nie charakteryzują tylko słowa, ale też ich wygląd, zachowanie, drobne gesty a nawet to, co zamawiają w restauracji. To cechuje również pozostałe powieści Murakamiego - bohaterów obserwujemy jak na filmie, każdy szczegół kadru jest dokładnie opisany i ma znaczenie dla całości.
"Słuchaj, życie nie dzieli się po prostu na rzeczy ponure i wesołe. Pośrodku jest pośrednia strefa cienie. Zdrowy intelekt opiera się na uświadomieniu sobie i zrozumieniu etapu cienia. A osiągnięcie zdrowego intelektu wymaga odpowiedniego czasu i wysiłku."