Za nami jeden z najkrótszych dni w roku, a co za tym idzie, również jeden z najdłuuuższych wieczorów. Idealny czas na czytanie - to mój najlepszy sposób na spędzanie samotnych godzin. Włączam nastrojową muzykę, zimowo-świąteczno-przytulną - ostatnio przy użyciu 8tracks.com, które pozwala na odsłuchiwanie niekończących się playlist stworzonych przez ludzi z całego świata. Przynoszę z kuchni coś ciepłego (mam w tym celu dość bogatą kolekcję herbat i soków) i wykopuję kolejne książki z czeluści internetu - dzięki kindelkowi niemal wszystko jest na wyciągnięcie ręki i zawsze dostępne.
A to udało mi się odkopać w czeluściach sieci:
Inspirowana mitologiami i religiami całego świata opowieść o poszukiwaniu sensu bycia z rozgrywającym się w tle starciu bogów. Niesamowita podróż w głąb Stanów Zjednoczonych, pokazująca bolączki współczesnej (pop)kultury. Wielopoziomowa konstrukcja tej książki wymaga od czytelnika sporego zaangażowania, oferując za to dużą satysfakcję z rozszyfrowywania kolejnych zabiegów autora, który naprawdę potrafi grać na emocjach. Fascynowała mnie przez wiele dni i już się cieszę na kolejne spotkania z jej autorem.
"Ostatni wyścig" Jeana Hatzfelda przeczytałam za namową trójkowego specjalisty od literatury Michała Nogasia - uwielbiam jego wejścia na antenę w piątkowe poranki i staram się podążać śladem jego poleceń. Tym razem, przekornie, zaczęłam znajomość z autorem od nietypowej dla niego książki - nie jest to reportaż. Choć nosi wiele znamion tego gatunku, poza jednym - nie opisuje autentycznych wydarzeń. Zmyślona przez pisarza historia olimpijskiego mistrza Ayanleha Makedy jest bardzo wiarygodna - głównie przez fakt, że nie jest tak całkiem nierealna, mogłaby się zdarzyć w rzeczywistości, nic nie stałoby na przeszkodzie.
Na koniec mój dzisiejszy wybór, książka, z którą spędziłam całe niedzielne popołudnie. Bo choć miałam też inne plany to nie udało mi się od niej oderwać i 300 stron przeczytałam za jednym podejściem. I jest to pierwsza książka, którą przeczytałam w całości po angielsku - muszę to sobie tu odnotować. Tytuł wpadł mi w oko przy przeglądaniu bestsellerów NY Timesa. Nie jest to lektura wymagająca, powiedziałabym raczej - pochłaniająca. Historia jakich wiele, typowe "high school love story", ale tego właśnie było mi trzeba, na ten wieczór, który w sumie jest dłuższy niż dzień.
I have always imagined that paradise will be a kind of library. - Jorge Luis Borges
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ameryka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ameryka. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 15 grudnia 2013
niedziela, 22 maja 2011
"Grona gniewu" John Steinbeck
Takich książek brakuje mi we współczesnej literaturze, dlatego sięgam trochę wstecz. 700 stron, które czyta się w kilka dni, jakby się oglądało w odcinkach długi film. A między jednym a drugim nie przestaje się myśleć o bohaterach i ich historii.
Poszczególne rozdziały układają się w piękną epopeję. Autor opowiada losy rodziny Joadów, nadając powszechnemu zjawisku konkretne twarze i przetyka tę opowieść krótkimi rozdziałami które poświęca raz szczegółom (jak wędrujący żółw) a raz opisom krajobrazów czy też pracy ludzi.
Warto było dźwigać w torebce tę książkę, żeby w wolnych chwilach popodróżować sobie razem z bohaterami przez Amerykę.
"Klęska wyziera z oczu tych ludzi. Z oczu tych zgłodniałych wyziera rosnący gniew. W sercu ich wzbierają i dojrzewają grona gniewu - zapowiedź przyszłego winobrania."Steinbeck po raz kolejny przekonał mnie do siebie, tym razem jako wnikliwy obserwator wyczulony na losy najsłabszych. Pokazuje ważne wydarzenie historyczne stawiając na pierwszym planie ludzi, których najbardziej ono dotknęło. Postęp w rolnictwie, zmiana w strukturze gospodarstw i rozwój kapitalizmu - które symbolizuje w powieści ciągnik niszczący domy małych dzierżawców - skłoniły niezliczone rzesze ludzi do wędrówki na zachód, tym razem celem jest Kalifornia.
"Kobiety wpatrywały się w mężczyzn, pełne obawy, śledząc, czy nie upadli na duchu. Patrzyły w milczeniu i czekały. A gdziekolwiek zbierała się większa gromada, z twarzy mężczyzn znikał lęk wypierany przez wściekłość. I kobiety oddychały z ulgą, wiedziały bowiem, że nie jest jeszcze najgorzej, że mężczyźni nie załamali się i nie załamią, póki strach potrafi przerodzić się u nich w gniew."Nadzieja na pracę i lepsze życia gna tych ludzi przez cały świat i pozbawia ich po drodze, wszystkiego co mają. Odbiera im dom, gospodarstwo, ostatnie pieniądze, najbliższych. Oni jednak idą do przodu mimo wszystko i pielęgnują w sobie najważniejsze wartości jakie im pozostały - rodzinę, współczucie, szacunek do drugiego człowieka i godność.
Poszczególne rozdziały układają się w piękną epopeję. Autor opowiada losy rodziny Joadów, nadając powszechnemu zjawisku konkretne twarze i przetyka tę opowieść krótkimi rozdziałami które poświęca raz szczegółom (jak wędrujący żółw) a raz opisom krajobrazów czy też pracy ludzi.
Warto było dźwigać w torebce tę książkę, żeby w wolnych chwilach popodróżować sobie razem z bohaterami przez Amerykę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



